Przejdź do treści

Koty chadzają swoimi drogami

*

Nocne widoki

Wiatr rozbierał do naga
gdy do domu wracała
sama
Pijak jakiś parkował w trawie
Nieprzytomny szczęśliwy prawie
chrapał
Trzeźwy obcy bezdomny skurczony
Objął szyny tramwajowe zrozpaczony
przytulony
We trójkę patrzyli w siebie
Księżyc wzeszedł
Coś dziwnego ruszyło po niebie
opłatek
na pijaka się kładzie na trawie
na trzeźwego martwego już prawie
nagą złapał za warkocz pogłaskał
We trójkę trwali dziękczynnie
chrapiąc wyjąc pohymne
Taką dostał odpłatę
nocny biały opłatek
niewinnie

*

W Wielki Piątek
między
szeptami
łzami
modlitwami
grzechami
kroplami krwi
i cierpieniem
wystawili Boga
Choć nie wierzę
oglądają
moją samotność
publicznie

*

Hiob wstał z popiołu
i ruszył przed siebie
byle dalej dalej stąd
Obserwator nieufny pełen goryczy
zdziczały włóczęga
któremu rozum się miesza
i diabelski uśmiech błądzi na wargach
Zraniony do nieskończoności
Zbyt zraniony by przyjąć postawę
Słupa soli

Dobro – broń która razi i zabija na śmierć
Hiob nie ma już gdzie pomieścić ran
Hioba nie ma już gdzie uderzyć
Co z Tobą Hiobie?
O Boże…

*

Pójdę wieczorem

Pójdę wieczorem do kościoła,
pod filarem oprę się
bez słowa.
Zerknę na złote, na anioły,
szeleszczące ornaty
zza kraty.
Westchnę bez sensu,
Uklęknę.
Będę marzyć, że coś się wydarzy,
że On przyjdzie, że zawoła,
że się pokaże.
Pójdę wieczorem do kościoła,
za filarem stanę
przestraszona.
Zaplątana w grzechu i w rozpaczy,
niewierząca.
Co we mnie zobaczy?