Przejdź do treści

Mariusz Rosik, recenzja

Elżbieta Ciesielska, Siedem spotkań

Decyzja o napisaniu książki zatytułowanej Siedem spotkań wymagała od Autorki, Elżbiety Ciesielskiej, polonistki i psycholog, niemałej odwagi. Dlaczego? Bo jest to powieść autobiograficzna, choć Autorka postanowiła posłużyć się gramatyczną formą trzeciej osoby liczby pojedynczej, zmieniając nie tylko swoje imię, ale imiona i nazwiska wielu spośród bohaterów powieści. Czy taki zabieg był potrzebny, skoro – jak sama zauważa – po lekturze czytelnik będzie mógł odtworzyć jej życiorys? Jeśli książka ma zachować swój charakter gatunkowy, odpowiedź może być tylko jedna – tak. W przeciwnym wypadku przerodziłaby się w pamiętnik, a przestała być powieścią.

Przerzucając poszczególne karty czytelnik coraz bardziej zaczyna patrzeć na świat oczyma głównej bohaterki, Agnieszki. Zaczyna postrzegać ludzi tak samo, jak ona to czyniła, zaczyna rozumieć jej tok myślenia i wrażliwość, zaczyna wręcz odczuwać cały wachlarz emocji w opisywanych sytuacjach. Nie jest to jednak psychiczny ekshibicjonizm, gdyż Autorka wprowadza czytelnika w świat uczuć Agnieszki z taktem, ostrożnie, a jednak do bólu prawdziwie. Pod tym względem książka napisana jest znakomicie. Zapewne dużą pomocą okazało się tu psychologiczne wykształcenie Elżbiety Ciesielskiej, złączone jej pisarską pasją polonistki.

Przez całą powieść niczym bumerang powracają wątki i tematy: relacja z ojcem i mamą, którą ostatecznie niszczy choroba, walka z myślami samobójczymi, poszukiwanie przyjaźni, przywiązanie i miłość do Władysława, wątki rodzinne – siostry, babci i ciotki, wspomnienia z lat szkolnych – te piękne i te trudne, zmaganie z depresją, pragnienie ucieczki nie tylko fizycznej, nieustanne poszukiwanie światła nadziei, motyw Boga i wiary, która niejednokrotnie okazywała się ratunkiem… Wszystkie te nici przeplatają się nawzajem, tworząc łącznie tkaninę życia Agnieszki.

Owo przeplatanie się wątków, odchodzenie od nich i powroty, stało się możliwe dzięki wybranej formie narracji. Akcja powieści nie jest prowadzona w sposób chronologiczny. Kolejne rozdziały mówią o zdarzeniach, które niekiedy oddalone są od siebie o całe lata. Decyzja o wyborze takiej formy świadczy o dużym zaufaniu do czytelnika, który sam składa poszczególne elementy mozaiki fabuły, a z drugiej sprawia, że niemal każdy z rozdziałów może być czytany jako oddzielne opowiadanie, stanowiące całość samą w sobie, choć przecież ściśle łączy się z innymi. To naprawdę duży kunszt narracji, zwłaszcza jeśli chodzi powieść debiutancką.

Co do tytułu, Siedem spotkań, trudno szukać w spisie treści sformułowań typu: spotkanie pierwsze, spotkanie drugie itd. A jednak ramą powieści jest cykl spotkań Agnieszki z jej psycholog Dorotą Mężyk. Początkowo miało ich być siedem, ostatecznie lista znacznie się wydłużyła. Pierwsza wzmianka o terapeutce zawarta została już we wstępie, a całość dzieła kończy się listem Agnieszki skierowanym właśnie do niej. Częste powroty do tej postaci w treści narracji scalają fabułę, nadając jednolity ton powieści.

Język książki jest żywy, wciągający, nieprzegadany. Często buduje napięcie do tego stopnia, że czytelnik pragnie jak najszybciej dotrzeć do końca rozdziału, by poznać zakończenie epizodu. Sięganie po epitety, malowanie słowem, metafory, tempo narracji – wszystko to wpływa na wyobraźnię czytelnika, który wraz z Autorką buduje świat opisywanych zdarzeń. Wypowiedzi bohaterów, w ustach których pojawiają się czasem kolokwializmy, sprawiają, że mamy do czynienia z prawdziwymi ludźmi, ludźmi z krwi i kości, a nie fikcyjnymi postaciami tworzonymi jedynie po to, by zapełnić nieco miejsca na papierze. Bo tak naprawdę w powieści Ciesielskiej nie ma fikcji literackiej. Jest rzetelny, literacki opis realnych zdarzeń i towarzyszących im odczuć głównej bohaterki.

Warto postawić pytanie o cel takiego pisania. Autorka relacjonuje rzeczy trudne. Pisze o zmaganiach z chorobą, o relacjach trudnych, zawikłanych, niekiedy naznaczonych brakiem dojrzałości z obu stron. Pisze o stracie, śmierci, porażkach. Czy więc jest to powieść przygnębiająca? Żadną miarą. Jeśli mowa o rzeczach trudnych, to tylko po to, aby pokazać, że ostatecznie nadzieja rozjaśnia wszystko. A przecież nie brak w książce kart o pięknie przyjaźni, o zaufaniu, o ratunku, który przychodzi czasem z niespodziewanej strony. Mowa jest w niej o wzajemnym wspieraniu się, o gestach szczodrobliwych, wynikających z głębi serca, o wierze, która podnosi na duchu. Nad opisem spraw trudnych unosi się zawsze pozytywna, pełna ciepła poświata nadziei.

Ukazanie prawdy, że zawsze warto walczyć o siebie i o innych – to udało się Elżbiecie Ciesielskiej znakomicie. I właśnie dlatego Siedem spotkań to lektura obowiązkowa dla człowieka wrażliwego, który z powagą patrzy na życie, szanując siebie i innych.

Mariusz Rosik