Przejdź do treści

Nie umrę

Nie umrę

Nie umrę, lecz będę żył

i głosił dzieła Pańskie.

Ps 118, 17

To stało się zimą podczas przeżywania rekolekcji ignacjańskich pierwszego tygodnia w Krakowie u oo. Salwatorianów. Medytacje, adoracje, modlitwy, konferencje – wszystko w całkowitym milczeniu przełamywanym krótką rozmową z kierownikiem duchowym.

Niedawno obchodziłam roczny nawrót depresji i właśnie z niego wyszłam. Ten rzut nie był bardzo groźny, ale wstrząsnął mną i zbudził przerażające obawy i lęki przed nawrotem myśli samobójczych. Z nimi jest niemożliwe walczyć. Wypełniają każdą komórkę mózgu, krwioobiegu, serca i wątroby. Spływają do stóp i palców, które prężą się do skoku z wysoka lub pod nadjeżdżający samochód. Ten lęk przed powtórzeniem działania z przeszłości, myśli i niezłomnej woli popełnienia czynu, zamachu na własne życie, nie tylko boli i wyje, ale przede wszystkim poraża akty życia, istnienia i oddychania.

Lęki jak żywe napełniły mnie podczas rekolekcji. Na adoracji wybrzmiewało nieustannie pytanie: co zrobić, jak te pokusy znowu się pojawią? Jak je odegnać i pokonać? Jak z nimi walczyć? A gdzie moja wiara? Gdzie? No właśnie. Wtedy jej nie ma, zanika, absolutne zero w Kosmosie. Chyba niczego tak się nie bałam, jak tego stanu istnienia osobno, bez Boga. W jednym człowieku, w jednym sercu nie ma miejsca na dwie skrajności: wiarę i pożądanie śmierci, unicestwienia się. Taki rozłam, rozdzielenie duszy od ciała i umysłu niesie niewyobrażalną rozpacz, bezsilność. Kiedyś przegrałam w wolnym wyborze. Zdradziłam. Wyparłam się.

W Krakowie opanował mnie ten sam paraliż. Co będzie, jak drugi raz przegram skutecznie? Jak zdradzę bez krztyny trwania przy Bogu? Depresja nawracająca brzmi i dzieje się na serio, na dwieście procent. Totalny chaos i bezsens życia, nicość przyszłości, jakiegokolwiek sensu.

Pan jednak mój ból uśmierzył i uleczył: „Nie umrę, lecz będę żył”. Obietnica: będziesz żyła!!! Nie odbierzesz sobie życia. Ja jestem przy tobie. Umrzesz, kiedy zbliży się Twój czas. Będziesz żyła… Jak plaster miodu rozlewa się Słowo po całym moim jestestwie, bólach, udrękach. Odnawia mnie od wewnątrz, wstępują we mnie siły, nadzieja, radość, szczęście. Będę żyła! Przeżyję! Jezus jest gwarantem mojego życia i istnienia, i trwania.

W małym kiosku przy recepcji kupuję książkę księdza Grzywocza „W mroku depresji”. Czytam tę lekturę duchową: „Czy wolno mówić o sensie depresji? Wierzymy, że Bóg jest w każdej chwili obecny, że nie ma takiego momentu w życiu, w którym On by nas opuścił. Jeśliby Bóg jakąś chwilę by pominął, toby jej nie było. A jeśli Bóg jest obecny, to znaczy, że ta chwila ma sens.(…) Ale Bóg, Jego sens, nie opuszcza także i tych chwil. Stąd wolno nam także wierzyć, że to, co się dokonuje w depresji, ma głęboki sens, ponieważ Bóg nie opuszcza ludzi tak mocno zranionych.” Słowa te pachną niewysłowione niczym olejek nardowy. Obietnica: „Nie umrę, lecz będę żył i głosił dzieła Pańskie”, spełnia się nieustannie! Alleluja. Jezus żyje!

▪ E. Ciesielska, Nie umrę, Chwała Pańska [W:] „Spotkałyśmy Pana. Jego Słowo w nas żyje”, pod red. Adeli Lemańskiej, Poznań 2022, Wydawnictwo Święty Wojciech., s. 96-97 i 100-101.